Integra

Fascynacja pierwsza
czyli sfera ezotera

Choć celem ezoteryki, i to jak najbardziej jawnym, jest rozwój duchowy, tym, co pociaga w niej największą liczbę osób jest otaczająca ją aura tajemnicy. Moja przygoda z ezoteryką zaczęła się od Tarota, który w szczególny sposób pociągał mnie już w latach szkolnych. Wtedy przeszkodą okazała się cena kart i ich niedostępność w Polsce. Ten drugi problem rozwiązał się w czasie klasowej wycieczki do Krakowa, gdzie w przejściu podziemnym na dworcu głównym, pewien pan miał do sprzedania kilka talii, które wyłożył przed sobą na taboreciku. Niestety, astronomiczna cena - przynajmniej jak na mój gust i możliwości - podziałała odstraszająco i choć, zdaje się, proponowałem komuś wspólny zakup jednej z tych talii, nic z tego nie wyszło. Niedoszły sponsor po namyśle odmówił dofinansowania, w ten sposób niwecząc nagłą nadzieję, i całe szczęście, bo pomijając już fakt, że każde narzędzie ezoteryczne powinno być czymś osobistym, Tarot w rękach nastolatka nie jest najszczęśliwszym pomysłem. Tak czy owak, los zadecydował za mnie i na ładnych kilka lat podejrzanie łatwo zapomniałem o tej niezwykłej talii.

Wróciłem do tematu Tarota w wieku bodajże dwudziestu lat i choć znowu przyciągnęła mnie do tej talii nutka tajemnicy, to jednak już przy pierwszym bezpośrednim zetknięciu z Tarotem stało się dla mnie jasne, że oferuje on coś, co właśnie stawało się dla mnie priorytetem: możliwość odkrywania samego siebie. Wkrótce potem wykonałem własną talię wszystkich 78 kart, dzięki czemu po raz pierwszy dokładnie poznałem strukturę talii i podstawową symbolikę poszczególnych kart, a przede wszystkim nabrałem osobistego stosunku do "mojego" Tarota. Potem przyszła widać kolej na zapoznanie się z tradycją tych niezwykłych kart, gdyż pewnego dnia udało mi się kupić własną talię. Ze względu na wciąż ograniczone możliwości finansowe była to tania edycja Tarota Marsylskiego w komplecie z książką. Jego prosta ikonografia nie przemawiała do mnie szczególnie mocno, ale za to wyrazista symbolika Major Arkanów pozwoliła mi zapoznać się na początku z samą esencją tradycji tarotowej. Później przyszedł czas na zapoznanie się z różnymi odmianami Tarota - taliami tradycyjnymi i współczesnymi, o ciekawej historii i/lub ikonografii i wtedy właśnie odezwała się we mnie żyłka kolekcjonerska, a kolejne talie zaczęły pojawiać się na mojej półce jak grzyby po deszczu.

Posługiwałem się kilkoma z nich, szukając "swojej", aż wreszcie trafiłem na talię Rider-Waite'a, którą ostatecznie uznałem za "tę właściwą". Od tego czasu uzupełniłem swoją kolekcję o jeszcze kilkanaście talii, takich jak: Tarot Magów, Tarot Visconti-Sforza, Tarot Alistera Crowleya, Tarot Wiedźm, czy ostatnio otrzymany w prezencie Tarot Vice-Versa, stanowiący ciekawe uzupełnienie talii Rider-Waite'a, ponieważ jego karty przedstawiają obrazy ukazane na kartach talii Rider-Waite'a, lecz oglądane z innej perspektywy.

Drugą dziedziną ezoteryczną, którą pewnego dnia postanowiłem bliżej się zainteresować, jest astrologia. W tym przypadku problemem okazały się dla mnie wyłącznie pieniądze, a nie dostępność narzędzi, bo własnie wtedy na półkach księgarskich pojawiły się podstawowe materiały pozwalające obliczać profesjonalne horoskopy. Była to starannie wydana przez białostockie Studio Astropsychologii "trylogia": efemerydy planet, tablice domów astrologicznych i krótkie omówienie różnych typów horoskopów, napisane przez Rafała Prinke. Ponieważ cena okazała się dla mnie za wysoka, z pomocą przyszli przyjaciele, którzy zasponsorowali zakup w zamian za obiecane im interpretacje ich horoskopów urodzeniowych. Rzecz jasna upłynęło nieco czasu, zanim tę obietnicę udało mi się jako tako spełnić, ale choć interpretacje te były oczywiście niezwykle uproszczone, to jednak po kilku latach, zupełnie nieoczekiwanie dotarła do mnie wiadomość o trafności jednej z tych interpretacji, która wówczas wydawała się zupełnie błędną.

Wszystkie dziedziny ezoteryki, podobnie jak wszystkie sfery życia, są ze sobą połączone, więc po zapoznaniu się z dwiema, wkrótce przyszła kolej na zainteresowanie się kilkoma innymi, wśród których prym wiodą obecnie symbole sabiańskie, Feng Shui i numerologia. Każda z tych gałęzi wiedzy stara się opisać człowieka i odpowiedzieć na ważne pytania dotyczące jego istnienia w świecie. Dopiero jednak ich wzajemne połączenie i wzbogacenie o odkrycia współczesnej psychologii pozwala na odniesienie całej tej wiedzy do życia we współczesnym świecie. To spostrzeżenie zaowocowało w końcu opracowaniem metody, nazwanej przeze mnie INTEGRĄ i opisanej w książce "Jak żyć świadomie", stanowiącej podsumowanie wielu moich dotychczasowych przemyśleń i doświadczeń.

Fascynacja druga
czyli mury literatury

Moja żyłka kolekcjonerska po raz pierwszy dała o sobie znać na polu literatury, choć zdobywanie książek w latach osiemdziesiątych nie było wcale takie proste. Z drugiej strony właśnie te wszystkie dziwne i dziwaczne utrudnienia dodawały mojemu kolekcjonerstwu smaczku, zmieniając je we wspaniałe wyzwanie, a mnie w bohaterskiego zdobywcę. Niestety, ocenić to w ten sposób mogę dopiero teraz, bo wtedy wolałbym mieć łatwy dostęp do wszystkich książek, o których mogłem jedynie pomarzyć. Pewnego dnia do grona upragnionych i zabawnych książek Joanny Chmielewskiej dołączyły powieści Agathy Christie. Z niewiadomego powodu jej kryminały jawiły mi się jako najbardziej krwiożercze z możliwych, a przez to nieco zakazane, choć w rzeczywistości nikt nigdy w żaden sposób nie ograniczał moich czytelniczych zapędów. Pierwszą książkę Królowej Kryminałów wręczyła mi nieoczekiwanie bibliotekarka szkolna w podstawówce, a powieść ta nosiła tytuł Tajemnica wirującego stolika. Później spenetrowałem półki z kryminałami w bibliotece publicznej i odkryłem kilka dalszych tytułów, które do dzisiaj należą do moich ulubionych: Morderstwo odbędzie się..., Kieszeń pełna żyta, Zło czai się wszędzie, Pięć małych świnek, Śmierć na Nilu, Trzecia lokatorka i Tajemnicza historia w Styles. Niewykluczone, że Pani Bibliotekarka nieraz pożałowała wyboru zawodu, a przynajmniej placówki, na którą odtąd regularnie choć, niestety, beznadziejnie, urządzałem naloty, pytając wciąż o coś nowego i z braku laku wypożyczając na okrągło te same książki. Pani desperacko usiłowała przekonać mnie, że doskonale mnie już pamięta i jeśli tylko coś nowego z mojego kręgu zainteresowań się pojawi, to natychmiast schowa to głęboko pod ladę i własną piersią będzie tego bronić przed zakusami innych ewentualnych chętnych. Jej zapewnienia nieco mnie uspokoiły, dowodząc, że znalazłem w niej godnego sprzymierzeńca, więc odtąd zamiast zadawać jej za każdym razem to samo pytanie, poprzestawałem na rzucaniu w jej stronę znacząco pytających spojrzeń, na które Pani reagowała energicznym ruchem głowy, wyrażającym, niestety, to samo, co jej dotychczasowe krótkie i rzeczowe "Nie!"

Powierzywszy placówkę filii nr 6 uwadze ochotniczej sojuszniczki, ruszyłem na podbój pozostałych punktów strategicznych, w postaci głównej biblioteki miejskiej i reszty filii rozsianych po całym mieście. Niestety, wyniki były mizerne, bo udało mi się zdobyć jeszcze tylko Dwanaście prac Herkulesa. W tych wszystkich trudnościach węszyłem jakiś potężny spisek i, zważywszy ówczesny ustrój, właściwie niewiele się pomyliłem. Wydawniczą posuchę przerwało w kilka lat później Wydawnictwo Dolnośląskie, które zaczęło nagle wydawać kolejne książki Agathy Christie, wprawiając mnie tym niemal w czytelniczą ekstazę. Później do wrocławskiego wydawcy dołączył Prószyński i Rebis, a wreszcie Hachette, prześcigając się w kolejnych wydaniach powieści i zbiorów opowiadań, których wartość świat wydawniczy i czytelniczy docenił już dawno, umieszczając twórczość Agathy Christie na trzecim miejscu w rankingu najlepiej sprzedających się książek - zaraz po Biblii i dziełach Shakespeare'a.

Również na temat twórczości i życia Agathy Christie napisano dotąd wiele, choć najlepszą książką pozostanie już na zawsze jej autobiografia, w której zawarła wiele ze swej życiowej mądrości. Z kolei jej jedyna oficjalna i autoryzowana przez jej córkę Rosalind biografia, autorstwa Janet Morgan, jest wydawnictwem niezwykle rzetelnym i stanowi dobre uzupełnienie wspomnianej autobiografii, choć nie jest w stanie jej zastąpić.

Fascynacja trzecia
czyli portyki muzyki

"Bez wątpienia, muzyka dysponuje potężną siłą emocjonalnego wpływu.
Uważam ją za jeden ze sposobów, dzięki którym łączymy się z planem astralnym (...).
Kiedyś usłyszałam piękny cytat z Zoharu: "W niebiosach wysokich są komnaty, których podwoje otworzy jedynie dźwięk pieśni."

"Astrologiczny przewodnik ku samoświadomości"
Donna Cunningham

O muzyce można wiele mówić, pisać i czytać, ale żeby silnie i wyraźnie poczuć jej potężny wpływ na nasze zmysły, emocje, uczucia i ducha, trzeba jej po prostu słuchać. Łacińska sentencja mówi, że De gustibus non est disputandum, a jej mądrość uwzględnia i szanuje niepowtarzalność każdego z nas i niemożność przeniknięcia drugiej osoby tak, by myśleć i odczuwać tak samo. Muzyka odwołuje się do naszego wnętrza, rezonując z tym, kim jesteśmy i kim się cały czas stajemy, dlatego jej wpływ na nas jest kwestią tak indywidualną.

Zamiast więc pisać o muzyce, która rezonuje we mnie, proponuję jej posłuchać - za pośrednictwem aplikacji SPOTIFY - i "własnym uchem" przekonać się, czy łączymy się z planem astralnym za pomocą tych samych łączy.


60s

80s

Club

Rare

© Copyright by Ryszard Oślizło 2005-2014