Integra

Fragmenty z książki o numerologii na wesoło:
Niezły numer!

Jedynka

Najsilniejszą potrzebą każdej Jedynki jest bycie pionierką. Jeśli nie rodzi się jako pierwsze dziecko swoich rodziców, do końca życia czuje się pokrzywdzona przez złośliwy los i nieprzewidującą mamusię. Odtąd jej życiowym zadaniem jest udowodnienie całemu światu, że pod każdym innym względem dzierży palmę pierwszeństwa. Poza wybujałą ambicją, natura nie obdarzyła jej zbyt szczodrze, musi więc radzić sobie za pomocą różnych wybiegów i siły przebicia, opartych głównie na bezczelności i prawie pięści. Do celu dąży po trupach, nie zawracając sobie głowy jakąś tam dyplomacją czy fair play. W razie różnicy zdań, zręcznie posługuje się swoim sześciostrzałowym darem przekonywania, odziedziczonym po dziadku-wojskowym.

Dwójka

Życie Dwójki polega na przepraszaniu, że żyje. Przychodząc na świat, ze wszystkich sił stara się skurczyć do rozmiarów Calineczki względnie Tomcia Palucha, żeby jak najmniej uszkodzić mamusię, przy okazji starannie kodując w podświadomości, że jest za duża/ za mała/ za gruba/ za chuda, nieharmonijna, niezgrabna i ogólnie jakaś pokraczna, obwiniając o swój wygląd swoją ulubioną ofiarę, czyli siebie. Zwykle nie zdaje sobie sprawy ze swojego chronicznego poczucia winy, jeśli jednak pewnego dnia, ze zgrozą, odkryje je w sobie, natychmiast poczuje się wina, że czuje się winna.

Trójka

Podstawowym zajęciem Trójki już od najmłodszych lat jest olśniewanie innych i błyszczenie na ich tle. Jeśli uzna, że asysta przy jej narodzinach nie jest wystarczająco liczna, jej gardziołko bez trudu potrafi wydać wrzask, jakiego jeszcze w tym szpitalu nie słyszeli, a gdy już znajdzie się w centrum zainteresowania całego personelu, ze sprzątaczkami i portierem włącznie, zadowolona z efektu Trójeczka błogo zasypia, zapamiętując to miłe uczucie już na zawsze.

Czwórka

Życie to dla Czwórki mozolna harówka, przy której na pomoc innych nie ma co liczyć, bo tylko spaprają każdą robotę i jeszcze bezczelnie sprzątną laury sprzed czwórkowego nosa. Termin własnego porodu Czwórka ma zatem wyliczony dokładniej niż niedouczony ginekolog mamusi, a w chwili punktualnego opuszczania bezpiecznego brzuszka, precyzyjnie ustawia się główką do przodu, wiadomo bowiem, że te matoły, tam na zewnątrz, nie poradzą sobie z porodem innym niż podręcznikowy, a mała Czwóreczka nie zamierza ryzykować ponoszenia skutków ich nieudolnej partaniny.

Piątka

Piątka przychodzi na świat przede wszystkim po to, by się dobrze bawić. Dwoi się i troi, żeby nie przegapić żadnej po temu okazji, a jedyna targająca Piątką rozterka dotyczy tego, czy aby któraś z imprez, na których akurat jej nie ma, nie okaże się lepsza, niż ta, na której właśnie jest. W brzuszku mamusi jej za ciasno i za nudno, więc niecierpliwie wierci się w nim, kręci i kopie, dopóki nie wpadnie na zbawienny pomysł, by wydostać się na ten intrygująco hałaśliwy świat wcześniej, niż ustaliła to ślamazarna Matka-Natura. Zadowolona z wyczynu, dojrzewa sobie wygodnie w małym, przytulnym inkubatorku i przez szybkę kryguje się i stroi minki do podziwiającej ją lekarsko-pielęgniarskiej publiczności, przy okazji kodując sobie w podświadomości, że życie to scena, a Piąteczka to gwiazda.

Szóstka

Szóstka inkarnuje się na ten padół, aby oznajmić, co ma do powiedzenia, a że jest tego niemało, wie, że nie ma czasu do stracenia. Natychmiast po urodzeniu, po pierwszym przepisowym klapsie, nabiera powietrza w nieprzyzwyczajone płucka, nie po to jednak, by wydawać bezsensownie krzyki i szlochy, jak inne dzieciątka, ale po to, aby w specjalnym przemówieniu, obwieścić światu swoje nadejście. Z początku jest nieco zniecierpliwiona nieudolnością swych strun głosowych, języka i innych narządów mowy, które zamiast przekazywać, co mała Szóstka ma do zakomunikowania, produkują jakieś bliżej niezidentyfikowane dźwięki. Szybko jednak uspokaja ją reakcja miłych pań i panów w zielonych wdziankach, którzy słysząc jej "guzi guzi błe błe" wydają się zachwyceni, choć nic z tego rozkosznego gaworzenia zrozumieć nie mogą. Tym niemniej, wniosek jest dla małej Szóstki oczywisty: nie liczy się sens słów, ale ich ilość i odtąd buzia jej się nie zamyka.

Siódemka

Przez całe swoje życie, Siódemka usiłuje połapać się, na czym polega tajemnica ludzkiego żywota i doszukuje się transcendentalnego drugiego dna w szarym garze codzienności. Aby nie uronić ani odrobinki z doświadczenia swych narodzin, przychodzi na świat w aurze maksymalnej koncentracji, zdając sobie sprawę, że im więcej teraz zapamięta, tym mniej wybuli w przyszłości psychiatrom, rebirtherom i hipnotyzerom za pomoc w odreagowaniu szoku poporodowego. Sama bierze głęboki wdech i wydaje pierwszy okrzyk, żeby zasygnalizować, że wszystko gra i żadna przemoc fizyczna w postaci pielęgniarskiego klapsa nie będzie potrzebna. Ponieważ asysta położnicza reaguje jak należy, mała Siódemka wnioskuje, że świadome działanie pozwala uniknąć nieprzyjemnych ponagleń ze świata zewnętrznego i odtąd do końca życia niezmordowanie ściga się ze swoim losem, usiłując zgłębić duchowy sens każdego zdarzenia i ubiec wredną Fortunę, zanim ta zdąży przywalić jej z grubej rury.

Ósemka

Ósemki nie interesuje przesadnie stabilizacja, choć wszem i wobec udaje, że właśnie do niej konsekwentnie dąży. Swą drogę życiową przemierza nie w kolejce wąskotorowej, toczącej się leniwie od stacyjki do stacyjki, ale raczej w rozpędzonym rollercoasterze, którym to brawurowo zdobywa szczyty, to wpada w głębokie doły, w ferworze ostrej jazdy do przodu nie zauważając, niestety, że kręci się w kółko. Kiedy zbliża się czas jej przyjścia na świat, Ósemka zaciska piąstki, zagryza usteczka i spręża się, by w odpowiednim momencie katapultować się z brzuszka mamusi wprost w objęcia pani położnej, która, rażona potężnym impetem, ląduje na sąsiedniej ścianie. Zadowolona z udanego wyskoku bungy, mała Ósemka zapamiętuje sobie, że tylko maksymalne zaangażowanie się w dowolne przedsięwzięcie gwarantuje satysfakcjonująco piorunujący efekt, który nikomu nie pozostawia wątpliwości, kto tu rządzi.

Dziewiątka

Dziewiątka nie przychodzi tak po prostu na świat, lecz raczej nań zstępuje, aby odtąd przyświecać ciemnej ludzkości swym jasnym przykładem i wybitną charyzmą. Jako persona wyjątkowa, mała Dziewiątka oczekuje jakiegoś specjalnego znaku, zapowiadającego jej narodziny, więc tak długo zwleka z opuszczeniem cieplutkiego brzuszka mamusi, aż, ku jej satysfakcji, pan doktor zgotuje jej cesarskie przyjęcie, albo przynajmniej odwali za nią czarną robotę, prowokując poród. Mile połechtana Dziewiąteczka łaskawie pozwala wyprowadzić się na światło dzienne, gdzie w aurze królewskiego dostojeństwa, wspaniałomyślnie przyjmuje wyrazy zachwytu wszystkich zebranych, wnioskując przy okazji, że jeśli tylko odwlekasz coś wystarczająco długo, ktoś w końcu zrobi to za ciebie.


© Copyright by Ryszard Oślizło 2005-2014